Gdy słyszysz Apokalipsę, łatwo pomyśleć: „To jest o końcu świata, o symbolach, o bestiach”. A ten tekst mówi o ludziach, którzy potrafią stać się bestiami i karmić się cudzym cierpieniem, cudzą bezbronnością.
Męczennicy w Apokalipsie nie udają, że nie boli. Oni krzyczą. „Dokąd jeszcze? Panie” To jest modlitwa człowieka, który już nie ma sił. Który już nie umie sobie tego poukładać. Pogodzić się ze swoim losem. I to jest też twoja modlitwa, gdy w życiu coś się ciągnie zbyt długo: choroba, niesprawiedliwość, samotność, upokorzenie, lęk, poczucie, że nikt cię nie słyszy.
Apokalipsa jednak, robi coś szokującego: pokazuje, że krew męczenników nie woła o zemstę. Logika świata mówi: „Oddaj, zniszcz, ukarz ich Boże”. A logika Jezusa jest inna: „Ojcze, przebacz im”. I tu jest punkt, który łamie serce: prawdziwy męczennik to nie ktoś, kto po prostu zginął. Prawdziwy męczennik to ktoś, kto w chwili, gdy go zabijano, nie przestał kochać. I dlatego czcimy męczenników nie za cierpienie samo w sobie, ale za miłość, która przeszła przez cierpienie i nie zamieniła się w nienawiść.
To jest skandal dla świata. Bo świat powie: „Tak nie można, to słabość, to frajerstwo”. A Jezus mówi: „To jest moje serce”.
Autor listu do Hebrajczyków napisał: krew Jezusa woła mocniej niż krew Abla. Krew Abla woła o sprawiedliwość, o karę, o zadośćuczynienie. A krew Jezusa woła o miłosierdzie dla Kaina. Dla zabójcy.
To jest takie niepojęte. Bo w nas krzyczy coś bardzo ludzkiego: „Przecież to niesprawiedliwe. Przecież on zasługuje na karę”. A Jezus pokazuje krzyż i mówi: „Ja zapłaciłem, żebyś ty nie musiał żyć w piekle nienawiści. Żebyś nie musiał zostać wilkiem”.
I tu dotykamy sedna. Apokalipsa nie jest tylko o dawnych prześladowaniach. Ona jest o tym, co bestia robi w człowieku. Bestia chce, żebyś zaczął mówić jej językiem. Żebyś odpowiadał tak jak ona. Żebyś przestał wierzyć, że miłość ma sens. Bestia może cię nie zabić fizycznie. Ona cię zabija duchowo, kiedy wchodzi w twoje serce jako zgorzknienie, zemsta, cynizm, pogarda. I wtedy wygrywa.
Dlatego świadectwo św. Klemensa jest tak mocne. On modli się za cesarza – prześladowcę chrześcijan. To wygląda jak absurd. Jak zdrada własnych cierpiących braci. Ale to nie jest zdrada. To jest najczystsza wierność Jezusowi. Bo Klemens mówi swoim życiem: „Możecie mi odebrać życie, ale nie odbierzecie mi serca”. To istota chrześcijaństwa: serce, do którego zło nie ma dostępu.
Chrześcijanin nie jest człowiekiem, który nie cierpi. Chrześcijanin jest człowiekiem, który nie pozwala, żeby cierpienie zrobiło z niego bestię.
Możesz płakać. Możesz pytać: „Dokąd jeszcze?” Możesz być na granicy. Ale nie oddawaj serca nienawiści. Bo wtedy bestia gdzieś tam pije krew. Ona zaczyna pochłaniać twoje wnętrze.
Krew Jezusa woła mocniej. To znaczy: miłosierdzie ma ostatnie słowo. Nie przemoc. Nie zemsta. Nie siła. Miłosierdzie.
Kiedy świat staje się bestią, Bóg daje ci jedną drogę, żebyś nie stał się bestią: modlić się, kochać, i trwać przy Jezusie nawet wtedy, gdy serce krzyczy: „Dokąd jeszcze?”
Dodaj komentarz